Moda jako sztuka użytkowa. O uważnych wyborach, rzemiośle i niezgodzie na przeciętność.

Moda jako sztuka użytkowa. O uważnych wyborach, rzemiośle i niezgodzie na przeciętność.

Natalia Penar, projektantka | The Room Berlin, stylistka.

Moda od zawsze była czymś więcej niż tylko okryciem ciała. To język. Narzędzie komunikacji. Manifest. Dla mnie – przede wszystkim sztuka użytkowa, która towarzyszy codzienności, ale potrafi ją też wynieść ponad rutynę. Wierzę, że możemy celebrować ubiór i nasze wybory, nawet – a może zwłaszcza – w świecie masowej konsumpcji, przesytu i przebodźcowania.

Żyjemy w czasach, w których dostępność stała się pułapką. Wszystko jest „na już”, „na chwilę”, „w dobrej cenie”, która często nie ma nic wspólnego z jakością. Nadmiar opcji nie daje wolności – przeciwnie, rodzi zmęczenie decyzyjne, powierzchowność i obojętność. Psychologicznie to stan permanentnego rozproszenia. Kulturowo – erozja znaczeń. Moda w takim świecie łatwo traci sens, staje się tłem zamiast treścią.

A ja nie znoszę przeciętności i bylejakości. Nie tylko w ubraniach – w myśleniu, w projektowaniu, w podejściu do własnej tożsamości. Tak samo męczą mnie niekaloryczne relacje, niekaloryczne rozmowy. W tym znaczeniu uwielbiam kalorie. Przeciętność jest bezpieczna, ale ja wierzę, że ubranie może być aktem odwagi. Może być wyborem, który mówi: wiem, kim jestem i co jest dla mnie ważne.

Dlatego bliska jest mi idea uważnych wyborów. Nie tych podyktowanych trendami z pierwszej strony algorytmu, ale decyzji zakorzenionych w wartościach. Wybierania mniej, ale lepiej. Wybierania rzeczy, które mają sens – estetyczny, etyczny, emocjonalny.

Coraz częściej sięgamy po drugi obieg. Vintage, archiwa, ubrania z historią. To nie jest już tylko alternatywa – to świadomy gest. Sprzeciw wobec jednorazowości. Psychologicznie: potrzeba autentyczności. Społecznie: zmiana paradygmatu konsumpcji. Kulturowo: powrót do narracji, w której przedmiot niesie opowieść, a nie tylko logo.

Ale uważność nie kończy się na ubraniach. Fascynuje mnie zestawianie mody z przedmiotami, które również mają znaczenie – tworzonymi rzemieślniczo, z szacunkiem do materiału, procesu i czasu. Ceramika, biżuteria, tkaniny, obiekty użytkowe, torebki. Rzemiosło przywraca wagę dotykowi, fakturze, niedoskonałości. A niedoskonałość jest ludzka. Jest prawdziwa.

Wierzę – i nie są to tylko moje osobiste przeczucia, ale też obserwacje trendów kulturowych – że jako konsumenci coraz bardziej będziemy doceniać rękodzielnictwo. Nie tylko znane etykiety, ale właśnie rzemiosło. Twórców, którzy stoją za swoim dziełem. Proces, który widać i czuć. W świecie sztucznej inteligencji, automatyzacji i masowej produkcji, ludzki ślad stanie się luksusem.

Moda przyszłości – tej, która naprawdę ma znaczenie – nie będzie krzyczeć. Będzie mówić spokojnie, ale pewnie. O jakości. O intencji. O relacji z samym sobą. Bo to, co nosimy, wpływa na to, jak się czujemy. A to, jak się czujemy, wpływa na to, jak działamy w świecie.

Dla mnie projektowanie to nie tworzenie kolejnych „produktów”. To zapraszanie do dialogu. Z ciałem, z emocjami, z kulturą. Moda jako sztuka użytkowa ma moc – jeśli tylko damy jej przestrzeń – wspierać uważność, budować tożsamość i przywracać sens wyborom, które podejmujemy każdego dnia.

I tego właśnie chcę w the room berlin: przestrzeni dla rzeczy nieprzeciętnych. Dla myślenia. Dla jakości. Dla odwagi bycia poza schematem.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *